Szkoła rodzenia

Środa 19-ty listopada, termin mam na 21-go, idę na kolejne KTG. Lekarz mówi, że dziecku jest tak dobrze w brzuszku, że mogę przenosić. Niedobrze, wolałabym urodzić w terminie. Po wizycie idę jeszcze na drobne zakupy i spacerkiem do domu. Przez cały dzień biegam do toalety. Wieczorem jeszcze mówię do brzuszka: „ Hej, hej maleństwo! Czas już wychodzić!” i idę spać. Około 1-szej budzi mnie ból w kręgosłupie – czy to już to? Leżę chwilę i bóle się nasilają – to musi być to!!! Na oko występują co 10 minut. Wstaję i kręcę się po mieszkaniu, rozmawiam z mamą – ona też miała takie bóle, jak rodziła mnie i siostry. Jestem już pewna, że to początek. Idę jeszcze się na chwilę położyć, żeby zmierzyć zegarkiem częstotliwość skurczów. Są co 5 minut! Budzę męża – on bidulek niedawno się położył. „Wstawaj, jedziemy do szpitala” - mówię. Zabieramy spakowane już wcześniej torby. W samochodzie mierzymy skurcze – są co 3 minuty. Jeszcze wysyłam SMS’y do najlepszych koleżanek: „ Zaczęło się...”. Do szpitala dojeżdżamy po 3-ciej. W izbie przyjęć bada mnie lekarz – rozwarcie jest już na 4 cm. Jadę windą na porodówkę. Podłączają mnie do KTG i wypytują jeszcze o szczegóły przebiegu ciąży. Na szczęście sala do porodów rodzinnych jest wolna – uff. Przecież do tego przygotowywaliśmy się całymi tygodniami w szkole rodzenia. Bartek jest już cały czas przy mnie. Nie potrzebowałam lewatywy, ponieważ jak już wspomniałam wcześniej, cały dzień biegałam do toalety. Teraz mam znowu ciśnienie na pęcherz i to mocne. Po badaniu KTG mogę iść do toalety. Bóle są już na tyle silne, że kładę się na łóżko. Cały czas lędźwiowo – krzyżowe. Bartek masuje mi plecy za każdym razem. Jestem podpięta do KTG, więc widać, że zbliża się skurcz. Chwytam męża mocno za rękę, a on cierpliwie powtarza, że mam oddychać i masuje mi plecy. To naprawdę przynosi ogromną ulgę. Między skurczami czasu jest niewiele – około 40 sekund – ale ta chwila pozwala się odprężyć i uśmiechnąć. Rozwarcie jest już na 8 cm, więc położna każe ułożyć się do parcia. Idzie skurcz i ... przemy. Bartek cały czas powtarza jak mantrę – oddychaj, spokojnie, przyj teraz, oddychaj. I tak w kółko. Położna widzi już główkę z czarnymi włoskami, jeszcze tylko kilka parć, odchodzą wody ... i wychodzi – dziewczynka? Jest taka malutka, położna kładzie mi ją na klatce piersiowej – taka cieplutka i mokra. Jest godzina 6:30. Uczucie cudowne i niezapomniane!!!!! Panie wytarły tylko Nikolę i podały dumnemu i szczęśliwemu tacie.

Jak rodzić to tylko we dwoje!!!
Dziękujemy bardzo Pani Basiu!!!!! Bez Pani pomocy nie poszłoby tak szybko i gładko!!
Rodzice
2010-11-07
Dodaj swoją opinię

 1 2 >  Ostatnia

 
Cophyright: 2009